Karel Appel, podobnie jak Asger Jorn, należał do grupy COBRA, która w centrum uwagi stawiała materię i jej spontaniczne użycie. Choć ugrupowanie trwało krótko, jego idee na trwałe wpisały się w twórczość Appela. W latach pięćdziesiątych artysta wypracował charakterystyczne sylwetki ludzkie i zwierzęce – stojące, frontalne, przedstawione z rozmysłem w sposób nieporadny i naiwny, bez prób modelunku czy iluzji perspektywy.
Tak też krokodyl z tego obrazu jawi się jako płaska, nieruchoma forma, obwiedziona ciężkimi, czarnymi konturami – niczym rysunek dziecka. A jednak gest malarski Appela wprowadza tu frenetyczny rytm: plamy farby pulsują, linie drżą, powierzchnia obrazu żyje, mimo monumentalnej statyczności przedstawienia.
Fizyczność impastu – grubo kładzionej farby – i jego topograficzna zmienność sprawiają, że obraz odbija światło i rzuca dramatyczne cienie. Wzmaga to intensywność emocji, spotęgowaną dodatkowo przez brutalne kontrasty kolorystyczne. To właśnie zderzenie naiwności formy i gwałtowności koloru czyni Płaczącego krokodyla dziełem, w którym dziecięca wyobraźnia przeradza się w malarski krzyk.