Kiedy Salvador Dalí dołączył do paryskiej grupy surrealistów w 1929 roku, przyniósł ze sobą własną metodę twórczą, którą nazwał „paranoiczno-krytyczną”. Jej istotą było przekładanie na język obrazów najgłębszych lęków, obsesji i wewnętrznych konfliktów, z nadzieją, że widz doświadczy empatycznego współuczestnictwa. Jedną z obsesji, które powracały w jego sztuce, była legenda o Wilhelmie Tellu — symbol ojcowskiej przemocy i konfliktu syna z autorytetem. Temat ten pojawia się w pracach artysty właśnie od momentu, gdy Dalí związał się z Galą Éluard, swoją przyszłą żoną, wbrew woli ojca.
Na obrazie centralną rolę odgrywa groteskowa, hermafrodytyczna istota — amalgamat ojca, syna i matki. Jabłko Wilhelma Tella zostaje zastąpione bochenkiem chleba, z którego wyrasta posępna wizja obłoku, nawiązująca do symboliki Arnolda Böcklina. Krajobraz rozciąga się bez końca, przywołując abstrakcyjne pejzaże Yves’a Tanguy z lat 20. XX wieku.
Dominująca biomorficzna struktura zdaje się jednocześnie przypominać skrzypce, zerodowane skały, wizjonerską architekturę Antoniego Gaudíego, rzeźby Hansa Arpa, prehistorycznego potwora i paletę malarską. To hybryda znaczeń, przestrzeń zawieszona pomiędzy realnością a snem. Centralna postać zdradza napięcie między winą a pragnieniem, wyrażone w geście zarazem sprzeciwu i pożądania wobec zakazanej kobiety o głowie-kwiecie — najpewniej samej Gali.
Cień padający na scenę pochodzi od obiektu spoza płótna, a jego obecność budzi niepokój. Może być znakiem groźby ze strony ojca, ale także szerszym symbolem wiszącego nad światem fatum. Dalí, mistrz wizji halucynacyjnych, zdołał tu uchwycić moment, w którym senna logika przeistacza się w malarski dramat — dramat pożądania, winy i nieuchronności przeznaczenia.